Ponad ciszą

41.  indywidualną wystawę pokazałem po raz pierwszy w Galerii Fotografii „Fotoplastykon” w Poznaniu 11.06.1999 r. Następnie fotografie można było oglądać w Towarzystwie Edukacji Bankowej i Polskim Towarzystwie Tatrzańskim w Poznaniu w 1999 r., w Muzeum Regionalnym we Wrześni  w 2001 r. oraz Urzędzie Miejskim w Poznaniu na 80. lecie OP Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego w 2001 r. Później, dodając kolejne fotografie, pokazywałem tę wystawę w rozmaitych przeróbkach  m.in. jako „Impresje alpejskie”. Wielokrotnie w czasie wernisaży pokazywałem fotografię stereoskopową na ekranie oraz diaporamy.

kilka prac…

migawki z wernisaży…

Ponad ciszą
W tym krajobrazie form zauważamy specyficzny świat, bogactwo zjawisk skalnych, różnorodność geologiczną akcentowaną dla tej orogenezy charakterystycznymi jednostkami tektonicznymi i symbolicznymi liniami geomorfologicznymi.
Interesujący jest dobór barw za pomocą których fotograf oddaje swoje górskie wrażenia.
W autorskim opisie Alp, podobnie jak u poetów tatrzańskich, góry są przede wszystkim białe, srebrne, szare, ołowiane, sine, błyszczą brylantowo i na zmianę czernieją objawiając zarazem najsubtelniej załamane odcienie barw pryzmatycznych.
Antoni Rut zbliżając się do gór traktuje je jako temat główny, wręcz wyłączny.
Pośród gór mnożą się u niego, na jego obrazach poetyckie epitety: szczyty niebotyczne, przepaści bezdenne, skały topione we mgle, w chmurach, wyłaniające się wierzchołki jak znad morza.
Nie jest mu obca zasada błękitniejącej dali wywołująca na horyzontach niektórych zdjęć góry tak intensywnie zabarwione, że aż nierzeczywiste, określające daleką przestrzeń jako znak konwencjonalny.
Także w rytmicznych kontrastach walorowych stwarza jednolity, dramatyczny nastrój całości.
To co każdy miłośnik piękna, zagorzały turysta pamięta wzrokiem i dotykiem Antoni Rut utrwalił „na papierze”.
Dobywając surowy blask z samego kontrastu między pasmem czarnych, niekiedy szarych gór i biało – niebieskiego, oślepiającego wzrok nieba uzyskuje zadziwiające efekty. Wytwarza w ten sposób klimat grozy, a jednocześnie pewnej nostalgii, tęsknoty za tym światem, który go tak porwał i zauroczył.
Natomiast fotografie pewnego zbliżenia, pewnej bliskości ukazują zawężony kąt widzenia, patrzenia na wycinek zbocza, bez horyzontu i nieba, zanurzonego w „bieli” przesianej szarymi planami kamieni.
Antoni Rut nie kładzie nacisku na wydobywanie czy odsłanianie kontrastu materii, lecz na odkrywanie delikatnej, dyskretnej orkiestracji szarości, czerni, błękitu i bieli.
Patrząc naturalistycznie bez zbędnych dopowiedzeń i ubarwień, dochodzi w pokazywaniu wycinka świata, widzianego jednak nieuchronnie pod kątem „nastroju”, do fantastycznych obrazów kosmologicznych opisanych wręcz metafizycznie.
Fotografia Antoniego Ruta jest łagodną arką przymierza między różnymi kierunkami oddająca w pełni tzw. „fotografię czystą”.
Góry stały się dla niego natchnieniem bliskim bardzo z ducha i formy.
Górski powiew wygrywa na sercu Antoniego Ruta muzykę zmarszczek na śniegu i niebie.
Śnieg to milczenie wokół kamieni, które są jego słowami. Góry natomiast ukazane są w wiecznej komunii z niebem, w ogniu fascynacji i w chmurze trwogi. Niekiedy słyszalny jest wiatr na grani.

© Leszek Lesiczka krytyk sztuki, prezes Stowarzyszenia Pryzmat

katalog

© PRAWA AUTORSKIE ZASTRZEŻONE
Kopiowanie, reprodukowanie całości lub fragmentów zdjęć oraz tekstów umieszczonych na tej stronie bez zgody właściciela strony oraz autorów jest
ZABRONIONE

Dodaj komentarz